Wydobywane z bagien „ciała torfowe” (bog bodies) często noszą ślady rytualnej przemocy. Ich spokój bywa mylący: na gładkiej powierzchni skóry kryją się rany, pęknięcia, zaciśnięte liny. Bagno przestaje być krajobrazem, a staje się pytaniem o porządek i jego cenę: kto został złożony w ofierze – i dlaczego właśnie on? Jednocześnie miejsca te od wieków pełniły też inne funkcje. Były kryjówką dla dezerterów, partyzantów, przemytników, uciekinierów — wszystkich tych, którzy musieli zniknąć, by przetrwać. Wrogość terenu paradoksalnie mogła też chronić.
Ta ambiwalencja wraca dziś na „zielonych granicach” — także na pograniczu polsko-białoruskim – gdzie las i bagno stają się korytarzem śmierci, a ludzie bywają przepychani tam i z powrotem, w strefie zawieszonej między prawem a porzuceniem. Nasączona wodą ziemia działa zarazem jak tarcza i jak broń: zasłania, spowalnia, wciąga, utrudnia pomoc.
Przez stulecia bagna osuszano w imię higieny, postępu i bezpieczeństwa. Były „nieużytkami” do ujarzmienia. Dziś wracają w nowej odsłonie ekstraktywizmu: jako tereny pod inwestycje militarne, a nawet miejsca, gdzie woda chłodzi infrastrukturę technologiczną - ukryte zaplecze cyfrowej gospodarki. Krajobraz, który miał być zbędny, znów okazuje się użyteczny.
Wystawa porusza wątki rozpięte pomiędzy geologią, mitem i współczesną polityką, i pyta, co się dzieje, gdy krajobraz nie chce wyschnąć. W świecie obsesyjnie domagającym się twardych granic bagno proponuje inne tempo: wolniejsze, nasycone, uparte. Czasem zostawia po sobie tylko mineralny błękit — wiwianit, który pokrywa kości, mokre drewno i to, co bagno przechowuje. Jego hipnotyczny zielonkawoniebieski odcień staje się dyskretnym znakiem rozpoznawczym wystawy, śladem tego, co wyparte. Artyści i artystki traktują bagno jako strefę czasu beztlenowego. To przestrzeń, która spowalnia rozkład, konserwuje przemoc i marzenia, a zarazem rozszczelnia to, co uznajemy za „racjonalne”.

Nie woda nie ziemia
Kurator: Anna Czaban, Krzysztof Gutfrański
25 kwi – 27 wrz, 2026





